
Był ciepły letni wieczór. Poszedłem do studni głębinowej po świeżą wodę. W drodze mijałem zabudowania i spostrzegłem przy dolnej części potężnego pnia drzewa ... srokę. Przycupnęła na wijącym się konarze na jednej łapie ... hmmm jeszcze takiej pozycji nie widziałem i pewnie dlatego zwróciła moją uwagę. Moja mała sunia podbiegła niedbale w jej kierunku jakby od niechcenia. Czarna piękność poruszyła się a właściwie zaczęła uciekać.
Okazało się, że korzysta tylko z jednej całej nogi/łapy a druga łapa ma na końcu zamiast szpona jakby kule okrągłą i czarną. Wisiało jej skrzydło jakby poranione, a poza tym prezentowała się całkiem okazale.
Postanowiłem jej nie straszyć, a zainteresować się nią w drodze powrotnej od studni. Tak też się stało. Siedziała w okolicy bliżej jakby krzaków - tam gdzie koty polują. Na mój widok zaczęła mi się przypatrywać. Kiedy zobaczyła moją sarenkę na krótkich nóżkach wydała dźwięk taki jakby mówiła: ".... ooo znowu ta ruda ...".
Podszedłem do niej próbują ją złapać. Przechodzący obok człowiek z pieskiem pyta co się stało? Mówię że ranna i zanim ją koty złapią na kolacje to może uda się jej pomóc.
Człowiek pomógł mi włączając się w polowanie i zagrodził jedną stronę okolicy łowów razem ze swoim psem. W każdym razie złapałem ją delikatnie chwytając tak aby nie zrobić jej większej krzywdy niż miała. Prawa ręka na grzbiecie i skrzydłach, lewa pod dziób i brzuch. Poczułem że cała lewa dłoń jest mokra ......... pierwsze co przemknęło przez myśl to może to mokra trawa, może spocona, potem myśl od kiedy ptaki się pocą ? W szarówce zmierzchu dostrzegłem bardzo ciemną jakby rosę na dłoni.
Szybko poszedłem do domu zobaczyć co się dzieje. W drodze gadałem spokojnie do niej i tylko głową kręciła bo niespecjalnie mogła powalczyć dziobem.
Żona zadzwoniła do znajomego weterynarza, a ja poszedłem ze sroką do łazienki bo w świetle okazało się, że ta ciemna rosa to KREW!!!
Umyłem sroczkę pod kranem z letnią wodą jakoś się uspokoiła. Wszystko co możliwe wypłukałem:
1. Kępa kociej sierści z jednej łapy - tej co wyglądała jak kula
2. Sierść i piach z pokaleczonego wiszącego skrzydła
3. Krew i piach na klatce piersiowej z podartymi piórami.
Po opłukaniu pozostała miotełka z tego co było szponem, powierzchowna rana na skrzydle i sącząca się rana na środku klatki. Jakoś tak się zdarzało w przeszłości, że te wszystkie przyniesione do domu stworzonka składałem w całość i po czasie wypuszczałem w świat żywe i w obiecującej formie. Myślę ... nie jest źle - kości skrzydła na miejscu nie odsłonięte więcpozostała jedna tylko rana. Kończyłem mycie i kawałkiem gazy, rozmiaru sroki otulałem ranę na klatce. Mała zaczęła gaworzyć i już kręciła głową i obracając łepek na boki przyglądała mi się. Zacząłem z nią rozmawiać na zwykłe ludzkie tematy, a ona chrrrruuuch albo grrrrrruuuuummmm i dalej się przygląda. Zadziwiło ją lustro i nieźle zdenerwowało bo musiałem poprawić uchwyt i zabezpieczyć jej głowę, a właściwie dziób. Do łazienki weszła moja żona. Sroka zafrapowana czymś nowym zaczęła przyglądać się jej. Zona zbliżyła nos i oczy do sroki w ludzkim geście powitania i pojednania. Zwierz dziki nie był na tej lekcji i nie wiedział, że nos ludzki to nie dziób i że jeszcze nie będzie zjedzona ............................ nastąpił błyskawiczny strzał potężnym dziobem w obiekt czyli nos żony ............................................................................................................
Trafiona skutecznie żona złapała się za twarzoczaszkę zasłaniając usta+nos+oczy ........................ żar mi przeszedł od stóp w górę i z powrotem. Po odsłonięciu twarzy ukazał się obraz zniszczeń ........ czerwony punkcik poniżej nosa, a powyżej ust i dwie strużki łez z bólu. W duchu śmiałem się i jednocześnie odczułem ulgę. Obie żyją!!!
Sroczka chyba zaczęła się skarżyć i uprzedzać, że to nie jej wina, a w ogóle to jak tak jeszcze raz się zdarzy to dopiero pokaże!!! Wykrzyczała to dźwiękami jakie te stworzenia wydają w lipcu około 4-5 rano- dźwięk jakby ktoś nawrzucał śrubek do plastikowej beczki - bolesne dla ucha.
Darła się i już nie chciała ze mną gadać na żadne tematy. Próbowała mi też przywalić dziobem, chwyciła mnie nim za część dłoni pomiędzy kciukiem i palcem wskazującym. Jak to zobaczyłem to usiadłem ze śmiechu na toalecie. Małpa się zakneblowała moją dłonią, a chyba miała nadzieję że mnie jakoś przełknie ......... jej wyraz pyska ... hmmm ..... głowy z dziobem zdawał się wskazywać niezłe zdziwienie, że nie uciekam i nie walczę, a patrze się jej w oczy kiedy ona ma mnie w PASZCZY!!!
Skojarzyłem go z miną dziecka mówiącą: ja niechcący, już nie będę, żartowałam i nie gniewaj się ........ spojrzałem na dziób bo miałem wrażenie, że powinien mocniej ściskać moją dłoń skoro szpony o mało nie przecięły skóry na palcu .......................................... zrobiło mi się smutno i jak rzadko kiedy, dwie strużki łez pociekły z moich oczu ................................... dziób w dolnej części był pęknięty wzdłuż ................
Wiedziałem co to może znaczyć dla myśliwego, choć dziewczyna, brak szponu i dzioba ..................
Setki pomysłów przelatywały w ułamku sek przez głowę - nic nie wymyśliłem.
Miałem wrażenie, że ona wiedziała co ja pomyślałem bo puściła moją dłoń i tak zagaworzyła, że znowu się polały łzy z moich oczu.
Znasz tą bezsilność kiedy znasz nieuchronny ciąg zdarzeń, na który nie masz wpływu choćby nie wiem co???
Pomyślałem - biedna mała czarna, a miała głęboko czarną barwę piór mieniącą się zielenią i szafirem w świetle małych halogenów oświetlających łazienkę i ten niesamowity długi ogon, - musisz mi pozwolić pomyśleć ................................
Położyłem ją na gazie w brodziku i drugą gazą przykryłem grzbiet. Mówię poczekaj grzecznie i odpocznij sobie, a ja idę pomyśleć czy mogę ci jakoś pomóc.
Żona rozmawiała z weterynarzem ale na takich ptakach on się nie zna i nie pomoże. Myślę sobie może ZOO Warszawskie - tam mają ptaki może jest jaki sposób na naprawę dzioba ................ ale jest 21.00 w nocy - niedziela.
No trudno pojedziemy może się uda. Niestety wczoraj minął przegląd techniczny auta, a ZOO i PTASI AZYL jest na drugim końcu miasta więc nie pojadę. Siadam do neta i szukam. Pewna dziewczyna napisała, że miała podobne zdarzenie i nie przyjęli jej ptaka mimo, że był to miejski sokół!!!
Myślę ........................ przypomniało mi się, że mamy w Warszawie EKO straż miejską ... pokazywali w TV jak zbierają chore czy niesprawne zwierzaki z miasta. Zadzwoniłem i mówię co i jak. Dyżurna po chwili mówi, że podjadą jak pozbierają i odwiozą jakiegoś psa nad którym właśnie pracują, upieram się żeby orientacyjnie powiedziała za ile czasu ........ trzaski krótkofalówki w tle ...... mówi jak o 22 nie przyjadą to dzwonić jeszcze raz.
Sroka żyje ale grzecznie posypia i odreagowuje stresy po walce z kotem i nosem człowieka.
Wygląda na to, że się rozluźniła bo rozciągnęła skrzydła i rozszerzyła je pod warstwą gazy którą ją przykryłem. Teraz wystaje głowa skrzydła i dłuuuugi ogon. Chyba śpi bo nie gada? No tak - jak ciemno w łazience to i śpi.
Rozmawiam z żoną, łudzimy się, że może jej pomogą ................... a jeżeli nie .... to przynajmniej uśnie na wieki bez stresu i bólu, i nie będzie żywcem zjedzona i rozszarpywana przez koty w nocnej porze łowów - a próbkę już miała.
Jest 22.00 zaraz chyba zadzwonię do straży .... piszczy domofon ... kto to? ... chyba za wcześnie na straż. Punktualni jak należy .... myślę super ... może się los odmieni dla małej sroki.
Do mieszkania wchodzi niepozorna strażniczka na tle gigantycznego partnera, schylającego głowę w wejściu do mojego mieszkania. Witam ich i dla rozluźnienia atmosfery mówię, że ja wzywałem pomoc tylko do sroki... takiej małej, malutkiej ...... czarnej ... ptaka .... patrząc wielkiemu strażnikowi w oczy zadzierając głowę w górę. Ludziska się uśmiały. Do rzeczy.... mówię, że wołam ich bo nie mam czym jechać, a poza tym boje się, że w nocy nikt mi nie otworzy bramy w ZOO, a oni powagą urzędu może wyrwą dyżurnego z jego ciepłego łóżeczka. Młoda dziewczyna pyta: gdzie ptak? .... a ja jej na to: .... a gdzie ma klatkę taką jak na psy i koty bo w TV pokazywali, że mają - czy dzikiego ptaka weźmie w garść ? ... no cóż ....... w końcu zapakowałem ptaka w pudełko po butach bez pokrywki i kazałem lekko trzymać drugą ręką tą drugą gazę na grzbiecie.
Nazajutrz rano ok 9 żona zadzwoniła do ZOO dowiedzieć się o młodego pacjenta ............................
Tej nocy tylko jedna sroka była dostarczona ale lekarz powiedział, że jednak obrażenia nie dawały jej szans na dalsze życie na wolności ............................... uśpili ją ................. na zawsze.
Jeszcze teraz pocą mi się oczy bo nie było srok na naszych drzewach przez 2-3 lata, a w tym roku pojawiły się 2 rodziny. Nie wiem jak to jest ale jak są sroki to nie ma gołębi na drzewach tylko są na trawie(tak więc samochody czyste) słychać małe ptaszki wróblowate jak się ostrzegają przed srokami. Okolica żyje. Fajnie jest popatrzeć jak sroki grasują w trawie jak ganiają się w gałęziach drzew , jak walczą z innymi srokami i wronami o teren ... jak bardzo są podobne do ludzi tyle, że nie gadają głupot i nie niszczą innych dla zabawy czy z próżności.
Dowiedziałem się, że sroki łączą się w pary na całe życie, dowiedziałem się że mają więcej mięśni w krtani niż papugi i mają więcej strun głosowych ............... przez kilka tygodni było bardzo cicho między drzewami ... trawnik przed blokiem opustoszał ................... aż po kilku tygodniach nad ranem ......... znowu jakby ktoś wrzucił beczkę pełną śrubek na srocze drzewo.
Na drzewach są znowu dwie rodziny i walczą o teren z wronami ................................